poniedziałek, 21 listopada 2011

Czy Kościół rzeczywiście opublikował listę przekleństw?

Wczoraj w nocy pewna osoba wysłała mi wiadomość o treści "Coraz mniej wierzę w Kościół" oraz linkiem do artykułu zamieszczonego na portalu krakow.naszemiasto.pl napisanego przez dziennikarkę Gazety Krakowskiej, Martę Paluch: Powyższy artykuł, oraz reakcja osoby, która mi go wysłała wzbudziły moją czujność, więc rozpoczęłam swego rodzaju reaserch w celu odszukania ziarnka prawdy w powyższej stercie gnoju, jakim tern artykuł się stał. Niezwykle ciekawym zjawiskiem jest skopiowanie, lub przeredagowanie powyższego artykułu i umieszczenie go na portalach takich jak m. in.: fronda.pl czy onet.pl

Dzięki rozpropagowaniu powyższego artykułu w ciągu niespełna doby, sprawa napęczniała jak balon i urosła do zdecydowanie przesadzonych rozmiarów. Obecnie mówi się już o tym, że konserwatywny i zacofany kościół zajmuje się tak błahymi sprawami jak przekleństwa jakimi mogą lub nie mogą posługiwać się wierni. Jak wiele osób bezkrytycznie przyjęło zdanie zaprezentowane w artykule pani Marty Paluch? Czy osoby mające już i tak negatywną opinię na temat kościoła choćby wpadły na pomysł sięgnięcia do tekstu źródłowego (Słowa Pasterskiego Kardynała Dziwisza na Adwent 2011)? Mam nadzieję, że znaleźli się i tacy. Jednak komentarze i wrzawa, która powstała pod powyższym tematem sugeruje, że część społeczeństwa bezrefleksyjnie wdepnęła w medialny szlam.

Kilka słów wyjaśnienia z mojej strony, dla tych, którzy poszukując trafili tutaj:

  1. Autorka artykułu: "Kardynał Dziwisz: Nie przeklinajmy. Lista przekleństw zakazanych przez Kościół" co prawda wychodzi od Listu Pasterskiego, jednak następnie zaczyna rozwodzić się nad tematyką przeklinania a moralnością chrześcijańską, posługując się wypowiedziami innych osób duchownych. 
  2. Lista przekleństw dozwolonych i niedozwolonych przez Kościół zamieszczona na końcu artykułu jest zestawieniem stworzonym przez samą dziennikarkę - nie podaje ona źródła powyższej listy. Co więcej w tym samym artykule kilka zdań wcześniej pisze (cytując słowa o. Dyczewskiego): "Kościół katolicki nie posiada jednak indeksu przekleństw i słów zakazanych, nie kodyfikuje ich także prawo kanoniczne" 
  3. Fragment z Listu Pasterskiego przytoczony przez dziennikarkę brzmi następująco: "Zwróćmy uwagę na miłosierdzie wyrażane słowem. Zacznijmy od usunięcia z naszego języka przekleństw i wyzwisk, słów raniących i poniżających, zachowań wprowadzających niepokój i dzielących ludzi" Zastanawiające jest ucięcie wypowiedzi w tym konkretnym miejscu. Nabiera ona bowiem całkiem innego wydźwięku, gdy przeczytamy kolejne zdanie z Listu Pasterskiego: Niech nasze codzienne relacje przenikają słowa, które wyrażają życzliwość, niosą pociechę, wlewają w serce pokój i podnoszą na duchu. Refleksja nad tajemnicą miłosierdzia skłania nas do odkrycia na nowo takich słów, jak „przepraszam” i „przebaczam”.
  4. Czy list Kardynała Dziwisza rzeczywiście traktuje o przeklinaniu? A może jego temat jest całkowicie odmienny? Już trochę może powiedzieć nam sam tytuł tego listu: "Kościół naszym domem"
Osoby dociekliwe zachęcam do sięgnięcia po List Pasterski oraz samodzielnego zgłębienia jego treści. Przede wszystkim jednak pragnę zwrócić uwagę osobom z Archidiecezji Krakowskiej, aby uważnie wysłuchały Listu w swoich parafiach w niedzielę  27.11.2011. Może nie warto jest nastawiać się negatywnie do czegoś, czego nawet się jeszcze nie usłyszało?






Dla Zainteresowanych Tematem:
  • -artykuł Marty Paluch z Gazety Krakowskiej:
  • artykuł na fronda.pl:
  • nieco zmieniona wersja artykułu na onet.pl

Otwarcie sezonu - Czyli co spowodowało powstanie bloga?

Zastanawiające wydawać się może, iż osoba taka jak ja - nieszczególnie zaangażowana w sprawy społeczno - polityczne, nagle postanowiła założyć bloga poruszającego tematykę wydarzeń niejako wzburzających polskie społeczeństwo, w tym mnie. Zamierzam zabrać głos w dyskusjach toczących się obecnie w mediach, być jednym z polifonicznych głosów na bieżące tematy rozdzielające Polaków na wiele frakcji czy opcji, mniejszości czy większości. Nie posługuję się językiem fachowym, ponieważ go nie znam. Nie piszę w sposób elokwentny ani nawet dziennikarsko - przystępny, bowiem nikt mnie tego nie nauczył. Jednakowoż nie potrafię obojętnie stać i patrzeć jak inne osoby zabierają głos, z którym w większym lub mniejszym stopniu mogę się zgodzić. Z wykształcenia jestem neurobiologiem, co niejako czyni mnie naukowcem, tak zwanym "ścisłowcem". Z drugiej strony obracam się w społeczeństwie, jestem jego częścią i nie do uniknięcia jest niejako "zanurzenie się" w bieżące sprawy społeczno - polityczne. Wszystko to, co dzieje się wokół mnie na poziomie społecznym, ekonomicznym, historycznym, gospodarczym czy kulturowym dotyczy mnie tak samo jak każdego pana X czy pani Y. Nie ma znaczenia, czy z wykształcenia będę biologiem, lekarzem, prawnikiem, ekonomistą, czy też może wcale nie będę miała wykształcenia. Demokratyczny ustrój panujący w naszym państwie proponuje prawo głosu każdemu człowiekowi. Postanowiłam je wykorzystać. Tobie sugeruję to samo.